czwartek, 25 sierpnia 2011

Gofry i gofrownica

Uwielbiam gofry. Dobre gofry. Nigdy nie miałam gofrownicy, ale często zajadałam się pysznymi goframi z budki obok szkoły, prowadzonej przez miłą starszą panią (do wyboru: suche, z cukrem albo z dżemem, zależy, ile się miało akurat pieniędzy. Najpopularniejsze były oczywiście suche). Ta budka to legenda. Drewniania, bez żadnych szyldów, tylko z małym okienkiem.

Parę lat po tym, jak budka została zburzona z okazji jakiejś inwestycji (udało się zbudować tylko fundamenty, które potem obrastały mchem) kupiliśmy gofrownicę. Byłam jednak strasznie zawiedziona smakiem i fakturą wychodzących z niej gofrów. Wypróbowałam kilka przepisów - i nic. Smakowały - ale to po prostu nie było to.

Później dowiedziałam się, gdzie leży pies pogrzebany. Moc gofrownicy. Te przemysłowe mają moc 2 kW (2000 W), te z supermarketu - 700 W. Problem w tym, że te 2-kilowatowe kosztują niewiarygodne pieniądze: około 2000 zł.

Po przeczytaniu dziesiątków opinii na forach i stronach kulinarnych doszłam do wniosku, że najlepszym rozwiązaniem jest polski Dezal o mocy 1300 W, czyli prawie dwa razy więcej niż te z supermarketu (koszt: około 200 zł):


Zdjęcia pochodzą ze strony: http://www.dezal.com.pl/

Gofry z tego modelu nie są tak wielkie jak te kupowane czasem w budkach. Mają też dość drobne zagłębienia. Z początku pomyślałam, że to zły znak. Co gorsza, postanowiłam zacząć od przygotowania gofrów według przepisu dołączonego do gofrownicy - nie róbcie tego! Wyszły mi ciężkie, miękkie flaki. Istnieje zawsze szansa, że przy pierwszym uruchomieniu gofrownica nie nagrzewa się tak dobrze, jak powinna, ale nie mam zamiaru próbować ponownie.

Po pierwszej porażce byłam załamana. Zaczęłam przeglądać dziesiątki przepisów w poszukiwaniu różnic. Niektórzy sugerowali dodawanie wody zamiast mleka, inni proponowali ubijanie białek przed dodaniem ich do ciasta. Po wielu perypetiach i (bardziej już udanych) próbach doszłam do tego przepisu z bloga Moje Wypieki:

Składniki:
2 szklanki mąki
2 szklanki mleka
1 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli
1/3 szklanki oleju
2 jajka, żółtka oddzielone od białek

Rozgrzać gofrownicę. Wszystkie składniki oprócz białek ubić mikserem na gładką masę. Białka ubić na sztywną pianę i delikatnie wymieszać z ciastem.
Piec w gofrownicy na rumiano - około 2-3 minut, podawać z bitą śmietaną lub ulubionymi dodatkami.

Porównując konsystencję obu przepisów stwierdziłam, że w pierwszym ciasto było gęstsze, to jest bardziej wodniste, naleśnikowe. I prawdopodobnie dlatego lżejsze - woda przecież odparowuje.

Przepis jest banalny, szybki do zrobienia (jeśli nie liczyć ubijania piany, ale z mikserem to nie problem), a gofry wychodzą tak, jak w opisie na stronie, czyli chrupiące i leciutkie jak piórko.

Dokładnie o to mi chodziło, moje poszukiwania są zakończone (chociaż na pewno będę teraz eksperymentować dla przyjemności :))

Zimne gofry można znowu odgrzać w gofrownicy.

A do gofrów - cukier puder albo (u nas obowiązkowa) bita śmietana. Ubija się zawsze słodką śmietanę kremówkę (minimum 30%), która MUSI stać wcześniej z dobę w lodówce. Nie wiem, czy to od tego zależy, ale zaobserwowałam pewną zależność: jeśli wylewana z pudełka śmietana jest zupełnie, ale to zupełnie płynna, ubije się bez problemów. Jeśli natomiast w którymś momencie wraz z płynną śmietaną wypłynie jakiś glut (śmietanowy, rozumie się!), prawie na pewno pozostanie półpłynna, choćbyśmy nie wiem ile miksowali. Nie można oczywiście miksować za dużo, bo zrobi się masło. W takich przypadkach kładziemy na gofry półpłynną śmietanę (jakoś tam się trzyma) - gorzej z innymi daniami, gdzie potrzebna jest mocno ubita...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz