wtorek, 24 lutego 2009

Zaczynamy

Proszę bardzo: notka numer jeden nowego bloga. Blog ma być uzupełnieniem pierwszego, w żadnym razie nie ma go zastąpić i mam na to, myślę, dobry patent: będę tu publikować tylko to, co ugotuję(my). Innymi słowy: kolejny kulinarny blog, jakich wiele. Na dodatek nie będzie tu genialnych ciast i super wyjechanych w kosmos potraw jak u Arabeski, Agatka czy mojej ulubionej Blahostki, bo tak naprawdę to nie potrafię gotować. Nie potrafię, ale lubię. Ale postawmy sprawę jasno: celem mojego życia nie jest szerokogębne "wooooow" zachwyconego mężusia. Nie mam mężusia i nie planuję mężusia, bo nie cierpię instytucji małżeństwa. Jestem studentką (jeszcze) i się nudzę, ok?

W sumie gotowanie to hobby jak każde inne. Człowiek nabywa wiedzy, doświadczenia, sprawności, jak w RPG. Zaczynałam gdzieś cztery czy pięć lat temu u Kuba-Bogu w akademiku, od spaghetti napoli w proszku (początek studiów ;)). To dopiero była satysfakcja - sama zrobiłam i było zjadliwe! Tymczasem moja przyjaciółka Tina gotowała obiad dla całej rodziny w czasie, kiedy ja nie umiałam jeszcze posmarować sobie kanapek. Ale, przyznajmy, mogło być gorzej: gdyby moi rodzice mieszkali w Warszawie, do tej pory nie umiałabym zrobić tego głupiego spaghetti w proszku.

Nie zdecydowałam jeszcze, po jakiemu będę prowadzić bloga. Pierwszy blog jest po polsku, ale ostatnio wkurzało mnie to, że nie mogę podać linka do niego znajomym z Erazmusa i przysięgałam sobie, że stworzę coś po angielsku. Jest jeszcze trzecia opcja: raz tak, raz tak. A czemu nie? Zobaczymy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz